Jak oszukują nas producenci żywności? To Cię zaskoczy!

Jak oszukują nas producenci żywności? To Cię zaskoczy!

Redakcja

2017-11-13

brak komentarzy

Sprawdza się także, czy artykuł nie bywa zafałszowany albo transportowany w złych warunkach higieniczno-sanitarnych.niezdrowa  żywność

Jeżeli producent zadeklaruje na opakowaniu, że parówka posiada w składzie 50% MOM, to nie ma się do czego przyczepić. Dlatego świetnie odróżnić artykuł fałszowany, czyli taki, którego zawartość różni się od tego, co bywa napisane na etykiecie, od towaru po prostu kiepskiej jakości, którego skład producent uczciwie zadeklarował na opakowaniu. Nie dysponujemy aparaturą, którą posługuje się np. Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-konsumpcyjnych,przetworzone  jedzenie dlatego – kupując – powinniśmy bazować z jednej strony na czytaniu etykiet, a z drugiej na wiedzy o tym, jak producenci mydlą nam oczy w sposób jak zwłaszcza zgodny z przepisami. Wdzięcznym polem do popisu okazują się wędliny. Producenci korzystają z tego, że zwykle kupujemy mięso i wędliny na sylwetkę, bez opakowania fabrycznego. Ale pamiętaj, że zawsze posiadasz prawo wypytać ekspedientkę o skład tabletek, a świetnie poprosić o pokazanie etykiety. Głównym kryterium, którym powinieneś się   jak  uniknąć  niezdrowego  jedzeniakierować, to zawartość mięsa. Im bywa go mniej, tym więcej składniku, które – choć dopuszczone przepisami do spożycia – nie okazują się mięsem. Logiczne. Do szynki wstrzykuje się mieszankę peklującą, składającą się z wody mineralnej, soli, przypraw i składniku, które wiążą wodę. Kiedy czytasz na opakowaniu „zagęstniki i emulgatory”, to wiedz, że pod tą nazwą schowane okazują się białka sojowe czy serwatkowe, skrobia modyfikowana, błonnik z bambusa, guma guar, Jak oszukują nas producenci żywności? karagen. Woda sprawia, że szynka gubi odczucie smakowe i kolor, więc producenci dodają do niej substancje smakowe (glutaminian sodu) i barwniki – na przykład koszenilę, która sprawia, że tłusta wędlina wygląda „chudo”. zwłaszcza mimo wszystko naszpikowane dziwnymi składnikami okazują się wędliny zrobione z mielonego surowca: parówki, kiełbasy i pasztety.   Te nazwy znajdziesz na półkach w dowolnym kolejnym spożywczaku: „spod strzechy”, „chłopskie”, „swojskie”, „naturalne”, „wiejskie” i „tradycyjne”. Mamy wiejskie jaja, serek wiejski, wiejskie masło, mleko prosto od krowy, wiejskie ziemniaczki (dla niewtajemniczonych – to okazują się czipsy), kurczaki z własnej zagrody, wędliny z własnej wędzarni, własnoręcznie wyciskany sok. Brzmią jak marzenie każdego patrioty i miłośnika ekologicznej żywności w jednym. Kojarzą się oczywiście z polską sielską wsią, zupełnie jak z reklamy pewnego oleju albo jak z przeboju „My, Słowianie”. Kiedy, skuszony wizją cycatych wiejskich kobiet w zapaskach, które na własnym łonie hodują kurki, zaglądasz w sklepie po „prawdziwie wiejski” artykuł, liczysz zapewne, że bywa zawierał idealną proporcję najzdrowszych składników odżywczych za granicą. No i oczywiście masz nadzieję, że stworzenie, które w jakiejś formie przyczyniło się do powstania tego tabletek, nie chorowało za dość mocno – ponieważ, w pierwszej kolejności, masz delikatne serce, secundo, słyszałeś, że hormony sytuacji stresogennych, które wydzielają się podczas dolegliwej śmierci, „zatruwają” mięso. Wszystko wyglądałoby dość fajnie, gdyby nie drobny fakt, że w praktycznie wszystkich przypadków wciskają Ci kit. Każdy sobie może nazwać swoją firmę „Domowa wędzarnia wujka Antoniego” i alt2 sprzedawać coś, co z dymem i domem nie miało nic wspólnego. A jajka pochodzące od wytwórcy posługującego się nazwą „Kurze los” równie świetnie mogły zostać zniesione w obfitym, kurzym więzieniu. Ta koncepcja marketingowa bywa doskonale znana na całym świecie. Wszędzie tam, gdzie

żyją ludzie na tyle zamożni, żeby starannie wybierać produkty pod kątem ich składniki odżywczych. W Polsce bywa nas z roku na rok wiele.

Nie chcemy pakować w siebie śmieciowego dań, interesujemy się tym, co bywa dla nas zdrowe, czytamy na ten temat produkty, grupujemy się tą wiedzą na społecznościówkach. Ale, paradoksalnie, wcale ta wiedza nie ochrania przed wpadaniem w pułapki zastawiane poprzez producentów na miastowych naiwniaków, z naszą sentymentalną i wyidealizowaną wizją zdrowego, wiejskiego (i szczęśliwego) dań. Jak więc mamy się bronić?  Do 2003 roku obowiązywały rodzime Normy, które definiowały receptury wyrobów masarskich. Obligowały też producentów do ścisłego przestrzegania procedur. Kiedy się kupowało kiełbasę krakowską suchą czy kiełbasę śląską, człowiek wiedział, czego ma się spodziewać. zwykle artykuł o nazwie „szynka” też był w miarę przewidywalny, ponieważ normy zakładały, że z 10 kg mięsa ma powstać 8 kg szynki. Co za rozrzutność! Powiedzmy sobie szczerze: w takich warunkach trudno było wytworzyć tanio. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej mnóstwo rzeczy zmodyfikowało się na lepsze, ale niestety nie dotyczyło to dań. Według unijnych przepisów za odczucie smakowe i jakość tabletek bywa odpowiedzialna producent, a jego z kolei weryfikuje rynek. Istnieją oczywiście instytucje testowe, bywa ich w alt3 naszym kraju kilka, ale ich zastrzeżenia dotyczą głównie jakości użytkowej handlowej, czyli właściwości organoleptycznych, klasyfikacji i znakowania i jakości zdrowotnej, czyli ewentualnej szkodliwości dla człowieka. Te nazwy znajdziesz na półkach w następującymi po sobie spożywczaku: „spod strzechy”, „chłopskie”, „swojskie”, „naturalne”, „wiejskie” i „tradycyjne”. Mamy wiejskie jaja, serek wiejski, wiejskie masło, mleko prosto od krowy, wiejskie ziemniaczki (dla niewtajemniczonych – to okazują się czipsy), kurczaki z własnej zagrody, wędliny z własnej wędzarni, własnoręcznie wyciskany sok. Brzmią jak marzenie każdego patrioty i miłośnika ekologicznej żywności w jednym. Kojarzą się oczywiście z polską sielską wsią, zupełnie jak z reklamy pewnego oleju albo jak z przeboju „My, Słowianie”. Kiedy, skuszony wizją cycatych wiejskich dziewczyn w zapaskach, które na własnym łonie hodują kurki, zaglądasz w sklepie po „prawdziwie wiejski” preparat, liczysz zapewne, że okaże się zawierał idealną proporcję najzdrowszych preparatów odżywczych na świecie. No i oczywiście posiadasz nadzieję, że stworzenie, które w jakiejś formie przyczyniło się do powstania tego tabletek, nie chorowało za dość mocno – ponieważ, primo, posiadasz wrażliwe serce, secundo, słyszałeś, że hormony sytuacji stresogennych, które wydzielają się podczas bolesnej śmierci, „zatruwają” mięso. Wszystko wyglądałoby dość fajnie, gdyby nie drobny fakt, że w praktycznie wszystkich przypadków wciskają Ci kit. Każdy sobie może nazwać swoją firmę „Domowa wędzarnia wujka Antoniego” i sprzedawać coś, co z dymem i

domem nie miało nic wspólnego. A jajka pochodzące od wytwórcę posługującego się nazwą

„Kurze los” równie prawidłowo mogły zostać zniesione w alt4 obfitym, kurzym więzieniu. Ta koncepcja marketingowa bywa doskonale znana na całym świecie. Wszędzie tam, gdzie żyją ludzie na tyle zamożni, żeby starannie wybierać produkty pod kątem ich składników odżywczych. W Polsce bywa nas z roku na rok ogrom. Nie chcemy pakować w siebie śmieciowego jedzenia, interesujemy się tym, co bywa dla nas zdrowe, czytamy na ten temat produkty, grupujemy się tą wiedzą na społecznościówkach. Ale, paradoksalnie, wcale ta wiedza nie ochrania przed wpadaniem w pułapki zastawiane poprzez producentów na miastowych naiwniaków, z naszą sentymentalną i wyidealizowaną wizją zdrowego, wiejskiego (i szczęśliwego) jedzenia. Jak więc mamy się bronić?  Do 2003 roku obowiązywały rodzime Normy, które definiowały receptury wyrobów masarskich. Obligowały też producentów do ścisłego przestrzegania procedur. Kiedy się kupowało kiełbasę krakowską suchą czy kiełbasę śląską, człowiek wiedział, czego ma się spodziewać. zwykle preparat o nazwie „szynka” też był w miarę przewidywalny, ponieważ normy zakładały, że z 10 kg mięsa ma powstać 8 kg szynki. Co za rozrzutność! Powiedzmy sobie szczerze: w takich warunkach trudno bywa wytworzyć tanio. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej mnóstwo rzeczy zmodyfikowało się na lepsze, ale niestety nie dotyczyło to jedzenia. Według unijnych przepisów za smak i jakość tabletek bywa odpowiedzialny producent, a jego tymczasem weryfikuje rynek. Istnieją oczywiście instytucje testowe, bywa ich w naszym kraju kilka, ale ich zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim jakości użytkowej handlowej, czyli właściwości organoleptycznych, klasyfikacji i znakowania i jakości zdrowotnej, czyli ewentualnej szkodliwości dla człowieka.


Dodaj komentarz


Brak komentarzy

Bądź pierwszy i zostaw komentarz !

dieta_i_fitness