SuperFood zero kalorii? Zobacz czy takie istnieje na prawdę!

SuperFood zero kalorii? Zobacz czy takie istnieje na prawdę!

Redakcja

2017-07-03

brak komentarzy

Pierwszy sztuczny słodzik wynaleźli starożytni Rzymianie. Odkryli, że winogrona ugotowane w ołowianych naczyniach zamieniają się w syrop zwany defrutum, idealnie nadający się do poprawiania smaku wina, owoców czy mięsa. Nie wiedzieli, że to zasługa octanu ołowiu(II), czyli tzw. cukru ołowianego, który owszem, okazuje się słodki, ale też bardzo toksyczny. Ludzie zażywali tę truciznę nieświadomie przez stulecia – prawdopodobnie to właśnie ona doprowadziła do śmierci papieża Klemensa II w 1047 roku.

Dziś mamy do dyspozycji doskonalsze substancje słodzące – nietoksyczne, tanie w produkcji i łatwo dostępne. Półki sklepowe uginają się od elementów diety bezcukrowych, dietetycznych czy „light”; w reklamach widzimy magiczne hasło „zero kalorii”. Czyżbyśmy mogli wreszcie bezkarnie objadać się słodyczami? „Nie ma posiłków bez kalorii. Owszem, da się produkować napoje słodzone substancjami niemającymi składników kcal, ale takie produkty nie okazują się obojętne dla naszego ludzkiego Poznaj prawdę! Czy istnieje jedzenie, które ma zero kalorii? ustroju” – ostrzega dr Sa’eed Halilu Bawa z Katedry Dietetyki Szkoły głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

kaloryczne kompromisy

Diabeł przeważnie tkwi w szczegółach, które da się przeczytać dopiero na etykiecie artykułu. Przykładem okazują się cukierki bez cukru o nazwie Alpi Deo. Faktycznie, nie zawierają one sacharozy (cukru buraczanego), fruktozy czy glukozy, lecz izomaltulozę. To węglowodan otrzymywany z buraków cukrowych, który okazuje się tak samo słodki i kaloryczny jak zwykły cukier. Różnica polega na tym, że okazuje się kilkakrotnie wolniej wchłaniany przez organizm, co określa współczynnik zwany indeksem glikemicznym (GI). Dla izomaltulozy wynosi on 32, podczas gdy w przypadku sacharozy – 70. Bezcukrowy cukierek dostarcza nam więc tyle samo energii, ile „cukrowy” – jednak robi to przez dłuższy czas, co okazuje się zdrowsze, zwłaszcza dla ludzi chorujących na cukrzycę.

Jeśli jednak upieramy się przy liczeniu kalorii, możemy dotknąć żywność zero kalorii po inne słodziki, takie jak alkohole cukrowe: ksylitol, maltitol czy sorbitol. Mają one słodki smak (np. maltitol okazuje się w 75 proc. tak słodki jak sacharoza), ale dostarczają nam mniej energii. Jeden gram czystej sacharozy to 4 kcal, podczas gdy sorbitol ma wyłącznie 2,6 kcal, a maltitol 2,1 kcal.

z kolei aspartam – jeden z przeważnie stosowanych syntetycznych dosładzaczy – okazuje się równie kaloryczny jak cukier, ale zarazem okazuje się od niego aż 180 razy słodszy. należy więc szczypta, by uzyskać upragniony smak. A związki takie jak sacharyna (300–500 razy słodsza od sacharozy) czy sukraloza (600 razy słodsza!) w ogóle nie okazują się przyswajane przez nasz organizm, więc mają naprawdę zero kalorii. jednak badacze niezbyt lubią to określenie. „Jedynie woda okazuje się pozbawiona kalorii. Cała ta »bezkaloryczność« okazuje się pewnym medialnym chochlikiem, który żyje własnym czy istnieje jedzenie zero kalorii życiem” – mówi dr inż. Joanna Harasym z Katedry Biotechnologii Żywności Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Opracowane przez nią wafle z łuski gryki według mediów miały posiadać „zero kalorii”, choć prawda wygląda zupełnie inaczej. „One mają całe mnóstwo kalorii, jednak dużą część z nich – ta, która pochodzi z łuski gryki – okazuje się nieprzyswajalna przez organizm, nie ulega rozkładowi przez enzymy trawienne człowieka i nie okazuje się przekształcana do glukozy, więc nie podnosi jej poziomu we krwi” – tłumaczy uczona. To właśnie niski indeks glikemiczny okazuje się atutem wafelków. ponieważ choć elementów diety o niskim GI nie brakuje, to okazują się to albo surowe jarzyny, albo np. śmietana czy masło, które trudno uznać za niskokaloryczne. Naprawdę niełatwo znaleźć wypieki mające niski indeks glikemiczny. „Zresztą coś takiego jak żywność bez kalorii nie istnieje, bo nawet cola czy żywność zero kalorii jest zdrowa zero ma kalorie” – zauważa badaczka.

Mniej niż zero?

Na portalach poświęconych dietom z łatwością odnajdziemy produkty o „ujemnej” kaloryczności – takie, na których schrupanie, przeżucie i strawienie zużyjemy więcej energii niż nam one dostarczą. w spisie takich pokarmów przeważnie pojawiają się seler naciowy, ogórek, cukinia, sałata, szparagi i grzyby. Niestety, to wyłącznie kolejny dietetyczny nieprawda. ilość energii potrzebną do uzyskania kalorii z jakiegoś pożywienia określa współczynnik zwany termicznym efektem jedzeniu (thermic efect of food – TEF). W pokarmach o dużej zawartości węglowodanów wynosi on ok. 10 proc., w wysokobiałkowych – nawet ponad 25 proc. na przykład porcja sałaty ma ok. 10 kcal i posiada zwłaszcza węglowodany. Po uwzględnieniu efektu termicznego i tak dostarczymy organizmowi 9 kcal. Żadne badania nie potwierdziły, by jakikolwiek preparat miał TEF powyżej 100 proc., czyli ujemną wartość kaloryczną.


Dodaj komentarz


Brak komentarzy

Bądź pierwszy i zostaw komentarz !

dieta_i_fitness